czwartek, 18 lipca 2013

Rozdział 3

- Dlaczego snowboard? Jest bardziej trudniejsze niż jazda na nartach. - Zapytałam Justina kiedy szliśmy na wyciąg narciarski.

Zaśmiał się. - Jazda na nartach jest dla dziewczyn.

Uniosłam brwi a moja szczęka lekko opadła. - Myślę, że snowboard jest dla seksistowskich mężczyzn.
Justin tylko wzruszył ramionami z uśmiechem przyklejonym na twarzy. Więc ja kontynuowałam. - lub mężczyzn, którzy są niepewni w ich orientacji.

On przewrócił oczami. - Myślałem że już to sobie wyjaśniliśmy. Noszę fioletowy, pamiętasz? Jestem całkowicie przekonany co do swojej orientacji.

Wzruszyłam ramionami. - Nigdy nie wiadomo.

Zaśmiał się. - jeśli nie pocałowałabyś mnie ostatniej nocy, mogłabyś myśleć, że jestem gejem, z wszystkimi komentarzami o mojej seksualności.

Moja szczęka opadła po raz kolejny. - Ja Cę pocałowałam?

Spojrzał na mnie z udawanym błędem. - Czy nie jest to to co się stało?

- Zaśmiałam się. - Wierzę że mnie pocałowałeś, Panie Bieber.

Pochylił się, pozostawiając mniej niż kilka centymetrów pomiędzy naszymi twarzami. - Co? Podoba Ci się? - A potem pochylił się i złączył moje usta z jego. Tylko, że nie było tak jak poprzedniej nocy. Jego usta nie były miękkie i niezdecydowane, a on zdecydowanie zwlekał na dłużej. Wystarczająco długo dla mnie, aby skorzystać z okazji i trzymać jego kurtkę narciarską, tuż przy pasie.

On był tym który się oderwał, a ja zabrałam rękę, która mocno trzymała jego kurtkę, zakłopotana przez moje pochopne działania. Musiał to zauważyć wypisane na mojej twarzy, bo zaśmiał się i dał mi lekkiego buziaka w usta. - Nie bądź taka nieśmiała, to tylko ty i ja. To głupie aby być zakłopotanym przez tak małe działania, Sophia.

Zaśmiałam się po chwili, aby ukryć moje dolegliwości. Szczerze mówiąc nie wiem, dlaczego czułam się nieswojo. Przez ostatnie półtora miesiąca, ja nie raz myślałam o ty, co powiem albo zrobię. Więc dlaczego mnie obchodziło jak chwytam za kurtkę Justina?


Kiedy wyciąg narciarski zszedł na ziemię, kiedy zjeżdżałam na nartach, umieściłam mój palec na tym na czym mi zależało, obchodziło mnie co Justin o mnie pomyślał.

Martwię się że on myśli że to się dzieję za szybko. Martwię się jeśli przejmował się tą małą rzeczą która była, bez względu jak chwilowe może to być. To na pewno miało dużo do martwienia co ktoś pomyśli od początku mojej podróży. To tak jakby kiedy zaczęłam zdałam sobie sprawę że naprawdę nie mam nic do stracenia.

Justin szturnął mnie, wyciągając mnie z zamyślenia. Miał uśmiech na twarzy jak założył swoje okulary narciarskie na oczy. - Wyścig na dół?

Uśmiechnęłam się na słowo o wyzwaniu. Założyłam swoje okulary i powiedziałam. - TAK. - Całkowicie zapominając jak zakłopotane myśli miałam kilka sekund temu.

Wystartowaliśmy na dół w tym samym czasie. Byłam zaskoczona, że Justin trzymał się ze mną, gdyż snowbordziści normalnie zjeżdżają szybciej niż narciarze. Justin jednak zrobił spadający liść techniką bardziej snowbordzistów jadących w dół, ale jego snowboard wyleciał w przód, a on jeszcze się ścigał.

Uśmiechnęłam się i wykorzystałam moje kijki aby odpychać się mocniej. Uśmiech był przyklejony do jego twarzy, a jego oczy zwęziły się jak kontynuowaliśmy jazdę w dół. Zaczął zdobywać mnie będąc szybszym niż dotychczas.

Następnie uderzył w kawałek lodu znacznie zwolnił i uderzył w drzewo.

Natychmiast się zatrzymałam i ze śmiechu upadłam na ziemię.

Wiedziałam że powinnam sprawdzić czy było z nim dobrze, ale lód zwolnił go więc wpływ drzewa nie mógł być taki zły. Było z nim dobrze, ale całe zajście było zabawne jak diabli. To było jak z kreskówki, kiedy on spadł na śnieg i miał zaskoczony wyraz twarzy. Myśląc o tym tylko bardziej się śmiałam.

Usłyszałam jego snowboard obok mnie. - Tak ha ha ha bardzo śmieszne. Chodź.

On był wyraźnie zakłopotany i prawdopodobnie nie powinna się tak bardzo śmiać, ale za każdym razem próbowałam przestać, przypomniałam sobie jego uderzenie w drzewo i naszła mnie kolejna fala śmiechu. Wreszcie przestałam kiedy usłyszałam jak zaczął snowboarding dalej.

Wstałam okazyjny chichot nadal wydobywał się z moich ust, ale głownie w składzie. On nie jechał szybko, więc nie próbował pojechać z dala ode mnie. On chciał żebym go śledziła. Spotkałam się z nim w ciągu kilku sekund, i odwróciłam go twarzą do mnie.

Jasnoczerwony rumieniec palił się na jego policzkach, a ja czułam się źle że się tak bardzo śmiałam, teraz mogłam wyraźnie zobaczyć jego zakłopotanie. - Przepraszam że się z Ciebie śmiałam.

On tylko wzruszył ramionami i powiedział. - Dobrze, chodźmy dalej.

Nie chciałam żeby on się dąsał. Mógł się dąsać kiedy nie był ze mną w New Zealand, ale on nie tracił czasu na dąsanie się tutaj. Pociągnęłam go blisko i dałam mu delikatny pocałunek w usta, a kiedy oderwałam się powiedziałam. - To jest głupie aby być zakłopotanym przez takie działanie, Justin. - Nieco go naśladując.

Zaśmiał się cicho ale nadal miał rumieniec na policzkach. Przechylił głowę w dół stoku sygnalizując że powinniśmy iść dalej. On się teraz lekko uśmiechał, więc mogliśmy pójść. Zajęło nam to około pięciu minut aby dotrzeć na dół. Jednak się nie ścigaliśmy, Justin tego nie sugerował, a ja zdecydowałam po tym co się stało, nie powinnam tego również sugerować.

Zdecydowaliśmy się na gorącą czekoladę w małej kawiarni na dole stoku. Mamy stolik dla siebie i nie wahałam się aby zamówić średnio gorącą czekoladę z dodatkową bitą śmietaną. Justin uśmiechną się do mnie a następnie zmówił to samo.

Patrzyłam przez okno na wszystkich narciarzy na zewnątrz i zastanawiałam się czy byli oni z tąd. A jeśli nie to co przyniosło ich do New Zealand.

- Soph, jak długo masz zamiar być w New Zealand? - Justin zapytał nagle z poważna miną.

Przygryzłam wargę. - Do jutra, tak myślę.

Skinął głową jakby spodziewał się takiej odpowiedzi ode mnie. - Racja. Gdzie będzie następne?

- Francja.

Uśmiechnął się lekko, ale uśmiech był zabarwiony odrobiną smutku. - Jedna z twoich rzeczy jest we Francji? - Ja tylko skinęłam głową. On kontynuował. - Masz siedem pozostawionych, prawda?

- Potrząsnęłam głową. - Obecnie sześć. Dwie zrobiłam tu.

- Jakie one były?

- Um, jeżdżenie na nartach w New Zealand. - Powiedziałam, mając nadzieję że nigdy nie powiedziałam mu że zrobiłam dwa.

- I? - On wywoływał.

Przygryzłam wargę z uśmiechem. - Nie mogę Ci powiedzieć.

Zaśmiał się. - Dlaczego nie? To tylko ja. Powiedz mi.

- Może w innym życiu. - Powiedziałam, nie chcąc mówić mu żenujących rzeczy które spełniłam noc wcześniej.

W tym momencie przyszła kelnerka z naszą gorącą czekoladą, mam nadzieję że nie rozproszyła Justina całkowicie od tematu naszej rozmowy. Bita śmietana wyglądała jak mini repliki góry w mojej filiżance. Nie traciłam czasu na jedzenie tego wszystkiego.

Justin zaśmiał się. - Bita śmietana nigdzie Ci nie ucieknie, Sophia.

- Cokolwiek, Justin to wygląda dobrze. Dlaczego mam czekać aż to zjeść? - Powiedziałam trochę chichotając.

On tylko wzruszył ramionami z uśmiechem i zaczął pić swoją czekoladę. Była przyjemna cisza między nami przed tym jak Justin odezwał się ponownie. - Więc, jutro wracam do Atlanty?

On pytał mnie czy mógłby jechać do Francji. - Yeah, wracasz do Atlanty.

Westchnął głęboko. - Więc to jest to, to jest naprawdę kończy się w New Zealand.

Odchrząknęłam mając nadzieję, że mogę zabrać smutek który był związany z wypowiedzianymi słowami. - To jest ten plan.

Uśmiechnął się smutnym uśmiechem. - To jest takie do bani. Naprawdę Cię lubię.

- Ja Ciebie też naprawdę bardzo lubię. - Powiedziałam, nie chcąc by myślał inaczej. On powoli dołączył się do mnie, ale właśnie dlatego to musiało się skończyć, musiałam usunąć go zanim został w pełni połączony i było niemożliwe żeby usunąć, już nigdy.

- Więc zostań ze mną. - Te cztery słowa które powiedział tak pilnie, złamał mi serce. Przysięgam że usłyszałam trzask. Szczególnie że wiedziałam że moje dwa następne słowa go złamią.

- Nie mogę. - Powiedziałam cicho i bez przekonania.

Wzruszył ramionami. - Dobra, nie będę z Tobą o to walczyć, Sophia. - Cicho popijał swoją gorącą czekoladę, mogłam zobaczyć go coraz bardziej nadąsanego, coś na co nie miałam zamiaru pozwolić.

Dotknęłam ręką jego policzka. - Bądź szczęśliwy Justin. Proszę. Możesz być smutny kiedy się pożegnamy, dobrze?

Skinął głową, a jego usta podniosły się nieco w kącikach. - Cieszyć się chwilą puki trwa, prawda? - skinęłam głową.

Zapłaciliśmy za gorące czekolady i postanowiliśmy zrobić małe zakupy. Częściowo dlatego że Justin lubi chodzić w górę i w dól ulicami miasta. Myślę że sposób w jaki ludzie tam reagują ignoruje go. Chciałam też kupić co najmniej jedną rzecz, która przypomni mi o New Zealand i Justina w ciągu następnych trzech tygodni mojej podróży.

Byliśmy w małym butiku odzieżowym, a ja patrzyłam na niektóre sklepy kiedy odwróciłam się do Justina. On nie wiedział że na niego patrzyłam, wydawało się zdjął swoją osłonę, a założył najsmutniejsze wyrażenie z mieszanką tęsknoty. To nie może być kontynuowane, albo złamię.

Podeszłam do niego i złapałam za kołnierz jego kurtki, ciągnąc go w dół aby mnie pocałował. Kiedy się odsunęłam, uśmiech wrócił, i byłam zadowolona. To stało się kilka razy w ciągu dnia. Całowałam go aby smutek odszedł, nawet jeśli było to chwilową ulgą.

Po przejściu kilku sklepów, Justin i ja poszliśmy do małego sklepu z pamiątkami. Zastanawiałam się, kiedy Justin podszedł do mnie z największym uśmiechem na twarzy. Trzymał w ręku kulę śnieżną, z małą owieczką w środku. Śmiałam się z oczywistej satysfakcji wzięłam ją od niego i kupiłam ją w mgnieniu oka. To przypomina mi Justina za każdym razem jak na to spojrzę.

Szliśmy ulicami, nigdzie w szczególności, kiedy Justin się do mnie odwrócił i powiedział. - Hej, słyszałam że gra tam dziś jakiś zespół. Chcesz iść?

Uśmiechnęłam się. - Nikogo tu nie znasz, jakim cudem 'usłyszałeś' to?

Zaśmiał się. - Mam swoje sposoby Soph. Więc chcesz iść czy nie?

- Jaki zespół?

- Paramore, tak myślę.

Zatrzymałam się w moich ruchach, a moja szczęka opadła w tym samym czasie. - Justin Bieber. To jest jeden z moich ulubionych zespołów wszech czasów!

Uśmiechnął się. - Więc tak? - Energicznie skinęłam głową, a on się ze mnie śmiał. - Więc chcesz już iść prosto tam? To zaczyna się za pół godziny, a ja wiem że nie chcesz stracić nawet minuty.

Przygryzłam wargę. Musiałam wziąć moje lekarstwo. Pokręciłam głową. - Nie, możemy najpierw zatrzymać się w hotelu?

Zmarszczył brwi. - Sophia, wyglądasz ładnie. Nie musisz nic zmieniać.

Nie chciałam żeby pomyślał że bywam trudna, ale nie mogłam powiedzieć mu prawdziwego powodu dlaczego wracamy, byłoby zbyt dużo pytań na które nie planowałam odpowiedzieć, tylko pokręciłam głową. - Naprawdę muszę wrócić do hotelu.

Westchnął. - Dobra, Soph. Ale jeśli się spóźnimy, nie masz narzekać.

Kiedy wróciliśmy poszłam do łazienki i zmieniłam ubrania, choć naprawdę nie potrzebowałam. Musiałam ukryć to co naprawdę robię. Podczas gdy w łazience wzięłam mała pigułkę, i dałam sobie zastrzyk, a następnie włożyłam wszystko z powrotem.

Kiedy wyszłam Justin leżał na łóżku z laptopem. - Soph, o której masz jutro lot?

Złączyłam brwi. - O dziesiątej, tak myślę.

Kliknął coś kilka razy a następnie zamknął go. - Ja po prostu zarezerwowałem mój lot, i nie miał być zbyt dużo wcześniej niż twój. Jest o dziewiątej.

Skinęłam głową w czasie kiedy przygryzałam moją wargę, bo gdybym mówiła w tym momencie, moje gardło miało dużą gulę z łez, a ja nie chcę tej nocy być smutna.

Wyszliśmy chwile po tym, skakaliśmy do taksówki zamiast iść. Kiedy dotarliśmy na stadion, powietrze było elektryczne z podniecenia. Musieliśmy czekać w kolejce przez około dziesięć minut, a ja  cały czas podskakiwałam lub szarpałam za rękę Justina z niecierpliwością. On tylko się na mnie patrzył i śmiał się z moich wybryków.

Kiedy w końcu dotarliśmy tam, tłum krzyczał nazwę zespołu, a ludzie uśmiechali się i śmiali. Uśmiech rozprzestrzenił się na mojej twarzy.

Justin uśmiechnął się i zapytał. - Chcesz piwo? - Jak bardzo chciałam piwo do zrealizowania doświadczenia koncertu rockowego, ale nie mogę mieszać alkoholu z moimi lekami. Pokręciłam głową a Justin skinął głową. - Dobrze, Więc idź zająć nasze miejsca i się tam spotkamy.

Szłam przez tłumy ludzi, aż znalazłam nasze miejsca. Justin wziął dla nas miejsca blisko sceny. Byłam zaskoczona że zdobył takie bilety w tak krótkim czasie.

Zespół po prostu wszedł na scenę, kiedy Justin pojawił się obok mnie z piwem w reku. Uśmiechnął się do mnie kiedy zaczęłam krzyczeć na cały głos.

Przez cały występ śpiewałam z całego serca wszystkie utwory które znałam i  krzyczałam z całych płuc, kiedy piosenka nie wiem kiedy wyszła. to było niesamowite. Skakałam w górę i w dół i tańczyłam. To był najbardziej niesamowity czas, dopóki zespół by w środku 'Mistery Buisness' i nagle poczułam jakbym nie mogła oddychać.

Usiadłam szybko będąc wdzięczna że Justina wziął miejsca z siedzeniami. Oddychałam krótkimi szybkimi oddechami a moje serce biło. Czułam się tak jakbym właśnie przebiegła maraton. Chciałam przyłożyć rękę do piersi, ale bałam się że Justin może się odwrócić i zapytać co się stało.

Mówili że to jeden z efektów ubocznych tego leku który biorę, więc nie było to nieoczekiwane, ale to przyszło tak szybko. To odeszło tak szybko jak przyszło. Wszystko na raz mój oddech wrócił do normy a tętno było prawidłowe.

Justin odwrócił się i spojrzał na mnie zmieszanie było widoczne na jego twarzy. Powiedział mu tylko bezgłośne - musiałam wziąć przerwę. i dodałam słodki uśmiech na końcu na dokładkę.

Ja naprawdę nie chcę dzielić się z nim moimi problemami, zwłaszcza że będzie tylko na resztę nocy i następnego dnia do rana. Cofnęłam się ale nie tańczyłam,  tylko kołysałam się do rytmu muzyki. Byłam zmęczona.

Oparłam się o Justina jak szliśmy przez tłum ludzi wychodzących ze stadionu, kiedy koncert się zakończy. Pochylił się i dał mi delikatny pocałunek na mojej skroni, co spowodowało u mnie uśmiech.

Justin zawołał taksówkę kiedy byliśmy na zewnątrz. Kiedy jechaliśmy on powiedział. - Zmęczona, kochanie? - Uśmiechnęłam się i skinęłam głową. On uśmiechną się do mnie z powrotem. - Dobra, teraz wracamy do hotelu.

Byliśmy w taksówce i ja przytuliłam się do Justina, kiedy jego ramie było przewieszone wokół mnie. Mogłam zasnąć dokładnie wtedy tam, aż coś sobie uświadomiłam, co powiadomiło mój umysł, Justin powiedział do mnie kochanie.

Zawsze chciałam aby ktoś do mnie powiedział kochanie czy skarbie czy nawet mała dziewczynka. Przez sekundę byłam zaskoczona że nie dodałam tego do mojej listy do zrobienia, aż przypomniałam sobie że na liście są rzeczy które mogą się zdarzyć. Nie zrobiłam nic aby Justin powiedział do mnie kochanie czy skarbie. Ale to zrobił i to mnie cieszy.


Pochyliłam się i pocałowałam go w policzek, ciche dziękuję za rzeczy za które on nigdy się nie dowie że za nie zapłacił. On się tylko uśmiechnął.

Nie chce go opuścić. Naprawdę naprawdę nie chce. Po raz pierwszy od mojej podróży byłam zła na moje warunki. W ogóle nie chciałam go zostawić, ale byłam zła że musiałam.

Bo jeśli go zatrzymam zranię go a nie chce tego. Ale logiczne było to że jak zatrzymam go na dłużej, bardziej będzie bolał go zostawić. Decyduję się być bezinteresowna i pozwolę mu odejść.

Łza wypłynęła z mojego oka, a zaraz kolejna i kolejna. Odwróciłam się do okna i koncentrowałam się biały i niebieskich rozmyciach szkła. Myślałam tylko o śniegu i fakcie że byłam w New Zealand, starając się nie płakać.

Udało się, łzy powoli się zatrzymały. Sięgnęłam ręką aby zetrzeć pozostałe z policzka, a potem wzięłam kilka włosów za ucho,  aby było to bardziej dyskretne.

Taksówka zatrzymała się przed hotelem, Justin wypuścił mnie, a potem zapłacił kierowcy. Tak szybko jak dotarliśmy do środka i było światło, twarz Justina była zmartwiona. Jedna z jego rąk dotknęła mojej twarzy. - Soph, co jest?

Zmarszczyłam brwi w zmieszaniu. - Co?

On był teraz tak samo zdezorientowany jak ja. - Twój makijaż. Wyglądasz jakbyś płakała.

Przeniosłam rękę by dotknąć miejsca pod moim okiem, to wystarczy aby na moich palcach znalazły się czarne smugi. Zapomniałam że nią mam na sobie wodoodpornego tuszy do rzęs. - OH, To nie to Justin. - zaśmiał się a następnie kontynuowałam - Wzięłam po prostu zły tusz do rzęs. Ten jest zły i tak działa gdy idę z zimna do ciepła. - Tak to była gówniana wymówka i nie miała sensu, ale modliłam się żeby Justin wiedział trochę o makijażu i że nie będzie o to pytać.

On tylko skinął głową. - Okay. - Sekundę później powiedział. - Jesteś pewna że nic się nie stało?

Roześmiałam się i skinęłam głową z ulgą. - Czuję się dobrze.

Justin zdawał się zaakceptować że mówię prawdę. Kilka sekund później, uśmiechnął się i powiedział. - Naprawdę chcę Ci coś pokazać, ale musimy być cicho.

Zabrzmiało to ekscytująco, więc uśmiechnęłam się i skinęłam głową, cały mój smutek znikł od wzmianki o czymś ekscytującym. Justin może pocieszyć mnie w mgnieniu oka nawet o tym nie wiedząc.

Wziął mnie za rękę i poprowadził do recepcji, gdzie spał kierownik. Zmarszczyłam brwi i szepnęłam do Justina. - On nie robi bardzo dobrej roboty.

Zaśmiał się. - Dobrze. Gdyby robił, nie bylibyśmy w stanie uzyskać tego.

Poprowadził mnie na zaplecze do drzwi które miały znak z napisem 'TYLKO PRACOWNICY' napisane z dużych liter pogrubioną czcionką. Cicho otworzył drzwi.

Był to pokoju bardzo osobisty, który miał małe zawieszki a na nich imiona i nazwiska pracowników. Wydawało się że był to pokój, w którym pracownicy zostawiali swoje rzeczy podczas ich pracy w dzień.

Justin podszedł do rogu i złapał gitarę. Uśmiechnęłam się, że zamierza grac dla mnie. Kiedy szedł z powrotem w moja stronę, gitara uderzyła w klocki Jenga przez co wszystkie spadły na podłogę dając tyle hałasu jak to tylko możliwe.

Nie wiem kto do cholery przyniósł klocki Jenga ze sobą do pracy i wybudował wierzę w pomieszczeniu, ale był to sposób że Justin zamarł w miejscu jego wyraz twarzy był bezcenny. Musiałam przyłożyć rękę do ust aby stłumić śmiech. Wyszeptałam do niego - Ty niezdaro.

Ruszył się po pół minucie kiedy było jasne że kierownik się obudził.  Uśmiech rozprzestrzenił się na jego twarzy a on wyszeptał do mnie - Chodźmy.

Szliśmy tip-topami do windy tak szybko jak byliśmy tam bezpieczni, jak drzwi się zamknęły, oboje zaczęliśmy się śmiać na to co się właśnie stało. Po tym się uspokoiliśmy i powiedziałam. - Masz zamiar dla mnie grać, huh?

Skinął głową. - I może Cię trochę nauczyć - To sprawiło że żarówka w mojej głowie zgasła. Numer dziewięćdziesiąt dwa: Naucz się grać na gitarze. Skinęłam głową z entuzjazmem a on uśmiechnął się. - Nauczę Cię łatwej piosenki Taylor Swift.

Poszliśmy do naszego pokoju i usiedliśmy na łóżku. Justin trzymał gitarę i poklepał miejsce obok niego. więc będę siedziałam na rogu.

Objął mnie ramieniem i sięgnął trzeciego progu. Chwycił moje palce i pokazał mi - To jest G - skinęłam głową on przeniósł palce pozwalając mi spróbować. Kontynuowaliśmy to jak on pokazał mi D minor i C. Z czasem zaczęłam się frustrować, bo moje palce nie przechodziły do następnego akordy wystarczająco szybko, Justin uśmiechnął się i pocałował mnie w policzek, pomagając mi uzbroić się w cierpliwość.

Kiedy nauczyłam się akordami, zmieniliśmy miejsce i Justin nauczył mnie brzdąkać do konkretnego utworu. granie było dość łatwe. Justin powiedział, że to dlatego, że struny z prawej strony możesz wykorzystać o wiele więcej niż po lewej stronie.

Po chwili Justin podał mi gitarę całkowicie i mimo że wytrzymałam dużo czasu, umiałam już pierwszą zwrotkę i refren 'Spek Now - Taylor Swift' Miałam największy uśmiech na twarzy, a Justin miał taki który mi pasował. Pochylił się i dał mi powolny pocałunek i oddalił się a ja chciałam więcej. Kiedy się odsunął powiedział. - Jesteś niesamowita nauczyłaś się tak szybko.

Zarumieniłam i za razem uśmiechnęłam się na ten komplement. - Powinieneś raczej zejść potajemnie na dół zanim ktoś zauważy że jej nie ma.

Zaśmiał się cicho. - Tak, zaraz będę z powrotem. - Wziął do ręki gitarę i wybiegł z pokoju.

Gdy wyszedł wzięłam moje lekarstwo i wzięłam prysznic, założyłam moje ubranie do spania i chciałam zabrać się za wykreślanie rzeczy na mojej liście i poszłam do łóżka wtedy on wrócił. Uśmiechnął się lekko i powiedział. - Wglądasz na śpiącą, Soph. Idź do łóżka.

Dał mi buziaka w policzek w jego drodze do łazienki aby wziąć prysznic. Kiedy się położyłam nie mogłam spać. Myślałam o tym że że będę musiałam zostawić go następnego dnia. Mocno przygryzłam wargę aby utrzymać łzy od wypłynięcia. Wyłączyłam światło i leżałam, patrząc na sufit słuchając wody pod prysznicem.

Kiedy Justin wyszedł, poszedł prosto na kanapę na której spał zeszłej nocy. Ale kiedy miał już się położyć, zawołałam. - Justin?

- Soph, myślałem że już śpisz. Co tam? - Zapytał z drugiej strony pokoju.

- Czy możesz spać dziś w łóżku? - Zapytałam cicho. Tak bardzo chciałam być blisko niego, tej ostatniej nocy. Chciałam z nim tuz obok mnie, żeby mógł być ze mną całą noc.

Bez wahania powiedział. - Oczywiście kochanie. - On tez chciał być blisko.

Podszedł, podniósł kołdrę i miał wygodne miejsce. Natychmiast się do niego zbliżyłam, o on objął mnie i położył podbródek na mojej głowie.

Podniosłam głowę i pocałowałam go w szczękę. - Nie chcę Cie jutro zostawić.

Delikatnie pocałował moje usta. - Zatem nie zostawiaj.

Zmarszczyłam czoło i położyłam rękę na jego karku abym mogła bawić się jego włosami. - Muszę.

Westchnął i ponownie mnie pocałował. - Wiem. Chciałbym nie, niezależnie do przyczyny.

- Ja tez Justin. Uwierz mi.

Jego kciuk zaczął robić kojące kółeczka na moich małych plecach, które wprowadziły mnie do snu. - Idź spać Soph, jesteś zmęczona.

Skinęłam głową, a moje oczy były już zamknięte. - Branoc, Justin. Już za Tobą tęsknie.

Czułam jak jego usta dotykają mojego nosa. - Branoc Soph. Myślałem że tylko ja.

___

Obudziłam się szczęśliwa w ramionach Justina. Ale teraz czułam się złamana, jak oglądałam jak się pakował. Zamknął walizkę i odłożył ją na miejsce, a łzy zaczęły wypływać. Justin spojrzał w górę i mnie zobaczył, jego ponura twarz kiedy się na mnie rzucił.

Objął mnie ramionami i wyszeptał. - O Boże, Sophia. Nie płacz. Nie mogę tak.

Schowałam twarz w jego koszuli i zaszlochałam. - Przepraszam. Nic nie mogę na to poradzić.

Pocałował mnie we włosy i się odsunął, żeby móc wytrzeć łzy swoimi kciukami. - Bądź szczęśliwa Sophia. Proszę. Możesz być smutna kiedy się pożegnamy, dobrze? - Powiedział, powtarzając mi dokładnie to co ja powiedziałam mu poprzedniego dnia.

Przygryzłam wargę i pokiwałam głową, łzy spowolniły. Chwyciłam jego rękę jak jechaliśmy windą do jego taksówki. Kiedy byliśmy w holu, zwrócił się do mnie. Czas się pożegnać czas na łzy.

Spadały bezwstydnie w dół mojej twarzy. Justin uśmiechnął się smutno do mnie z oczami pełnymi smutku. Pociągnął mnie do uścisku. - Chciałbym nie iść.

Zakrztusiłam się łzami, zanim w końcu powiedziałam. - Ja też.

Odsunął się i wytarł niektóre z moich łez, ale to nie miało sensu, świeże spadały co kilka sekund. Pochylił się i dał mi najdelikatniejszy pocałunek na usta. Przeniosłam ramiona na jego szyję przyciągając go bliżej, pogłębiając pocałunek. Chcąc zatrzymać się tak na zawsze.

Ale musieliśmy się oderwać bo jego taksówka czekała. Wyszeptał. - Proszę, przestań płakać. Nie mogę zostawić Cię tutaj kiedy płaczesz. - Więc przestałam. Zatrzymałam się na nim. Otarłam łzy strzepując je z moich rąk i spojrzałam na niego. Pochylił się i pocałował mnie po raz ostatni, i powiedział. - Żegnaj Sophia. - Po tym odwrócił się i wyszedł za drzwi.

Upadłam kiedy zatrzasnęły się za nim. Szlochałam na środku holu. Nie sądzę bym kiedykolwiek czuła tyle bólu od chemioterapii. Czuła się jakbym zerwała.

Przebywać z nim dłużej, warto mieć więcej bólu później?

Krzyknęłam. - JUSTIN! POCZEKAJ!. - i podbiegłam do drzwi.



***

skdhvbcieuveuqwv9iqouvbqea
Jak wam się podoba?
Jak to tłumaczyłam to się popłakałam ;____;
Jak myślicie co będzie dalej?
Jeśli czytasz to pozostaw komentarz to bardzo motywuje ;)
Jeśli chcesz być informowany o nowych rozdziałach to podaj swój nick w zakładce
No to do następnego ♥
KOCHAM WAS ♥
@luvv_biebs
PS następny w przyszłym tygodniu ♥

piątek, 12 lipca 2013

Rozdział 2 (część 2)

Biegłam na zewnątrz aby złapać taxi, kiedy Justin czekał w środku, żeby nie dostać odmrożeń, lub czegoś gorszego. Zamówiłam taxi i kiedy czekałam na to aby pojechać, spojrzałam na Justina. On nadal był zdenerwowany. Jak frustrujące to było, wydawała się jasne, że nie był przyzwyczajony do zapominania żeby zabrać rzeczy. Prawdopodobnie cały czas starał robić się wszystko dobrze.

Nie mogłam powiedzieć że nie byłam zdenerwowana że Justin postanowił się do mnie przyczepić. To właśnie martwi mnie bardziej niż wszystko inne. Ale faktycznie czułam się całkiem miło mogąc mieć kogoś ze sobą, aby wiedzieć że nie jestem sama. Zasygnalizowałam do  niego żeby przyszedł, kiedy taksówkarz
zatrzymał się i zaczął ładować nasze bagaże do bagażnika samochodu.

Przeszedł przez drzwi i mogłam zobaczyć kiedy zimno w niego uderzyło. On natychmiast zaczął się bardziej garbić, i włożył ręce do kieszeni bluzy z kapturem, jego twarz się lekko zmarszczyła. Zaśmiałam się cicho na jego dyskomfort, i dostałam olśnienia.
Ja pozwoliłam mu wejść pierwszemu do taksówki kiedy ja weszłam on pocierał swoje ręce, próbując
stworzyć trochę ciepła dla siebie. Taksówkarz zjechał na siedzeniu.

- Gdzie? - zapytał, ale to zabrzmiało bardziej jak 'whey to?'*.
Nie słyszałam dużo akcentu Kiwi na lotnisku, ale teraz, słysząc ten brzęk sprawia fakt że ja faktycznie rejestruje moje myśli  w New Zealand. Uśmiech rozprzestrzenił się na mojej twarzy.

- Najbliższy sklep odzieżowy proszę - powiedziałam.
Justin odwrócił się do mnie, jego twarz zdobił łagodny uśmiech. - Dlaczego się uśmiechasz?
Przygryzła wargę, cały czas się uśmiechając. - Jesteśmy w New Zealand! Jak myślisz dlaczego się uśmiecham?
On odpowiedział mi z uśmiechem pasującym mój.

Dziesięć minut później zatrzymaliśmy się przy sklepie. To był Abercrombie. Podziękowałam taksówkarzowi i zapytałam czy może poczekać aż wrócimy. Chcemy być szybcy.
Pobiegliśmy i poszliśmy prosto do przedziału z kurtkami. Jeden fioletowy na końcu regału wpadł mi w oko.
Był to głęboki fiole, więc był dobry dla faceta.

- Powinieneś wziąć ten. Fioletowy to mój ulubiony kolor.
Wziął ją z wieszaka i uśmiechnął się. - Mój też.
Uniosłam brwi kiedy zbliżyliśmy się do biurka. - Naprawdę?
Zaśmiał się kiedy podawał kasierowi pieniądze. - Masz z tym jakiś problem?
Uśmiechnęłam się i potrząsnęłam głową, lecz dodałam. - Wiesz że fioletowy jest międzynarodowym kolorem gejów, prawda?

Wsadził resztę do kieszeni i odwrócił się do mnie z rozbawionym uśmiechem. - Tak ale Sophia, Ja nie jestem gejem. A nawet gdybym był, jedno spojrzenie na Ciebie i już bym się zmienił, wszystko jedno.
Śmiałam się na głos i mały rumieniec wkradł się na moją twarz przez jego komplement. Weszliśmy z powrotem do taxi, wolniej tym razem, ponieważ Justin nie musiał biegać z zimna. Miałam szanse aby rozejrzeć się dookoła. Pierwsza rzecz która zwróciła moją uwagę były góry. One były absolutnie piękne.
Biały koc okrywał je od góry do dołu, a ja chciałbym móc po prostu wyciągnąć rękę i go dotknąć.

- Jako pierwsza rzecz pójdźmy jutro na narty, dobrze?
Justin uśmiechnął się - Więc zakładasz że umiem jeździć na nartach?
Wywróciłam oczami. - Dorastałeś w Kanadzie.

- Aha ! - zawołał kiedy wślizgnęliśmy się do taksówki - Wiedziałem, że jesteś większą fanką niż udawałaś.
Zaśmiałam się  - To jest wiedza ogólna, nie pochlebiaj sobie.

Kontynuowałam podziwianie widoków przez okno, całą drogę do hotelu. Kiedy dojechaliśmy powiedziałam - Ten kraj jest taki piękny.
Justin skinął glową - I myślę, że mógłbym naliczyć tutaj milion owiec.
Zaśmiałam się - Wiesz, że jest tutaj większa populacja owiec niż ludzi ?
- Z tego ile tu naliczyłem, tak szczerze nie trudno w to uwierzyć.

Justin uparł się by zapłacić za taksówkę, a potem poszliśmy do hotelu. To był mały uroczy hotel - niezbyt ekstrawagancki, ale mimo to nie tani. Wnętrze było takie same jak w każdym hotelu w Ameryce. Podeszłam do lady - Dzień dobry.
Kobieta przede mną uśmiechnęła się - Witaj, jak mogę Ci pomóc ?
- Proszę sprawdzić. Nazwisko/Imię Linde.

Kobieta klikała na klawiaturze kilka sekund zanim powiedziała - Mam. Już zapłaciłaś za noc w pokoju. Tutaj jest klucz - podała mi małą kartę, która była kluczem - Czwarte piętro, pokój 93.
- Dziękuje - uśmiechnęłam się.

Justin podszedł kiedy skończyłam - Jeden pokój dla jednej osoby, proszę.
- Zarezerwowałeś go już ? - przygryzł wargę i pokręcił głową. Kobieta nagle zmarszczyła brwi - niedobrze - Bardzo mi przykro, wszystko jest zarezerwowane. Nie ma wolnych pokoi.
Justin westchnął - Okej, dziękuję.
- Przykro mi.

Zachichotałam i podeszłam do niego - Nigdy o tym nie pomyślałeś rezerwując samolot, prawda ? - pokręcił głową z żałosnym śmiechem.Podeszłam do kobiety - Może pani dopisać inną osobę do mojego pokoju ? On zostanie ze mną - uśmiechnęła się i skinęła głową.

Wróciłam z powrotem do Justina, który miał na twarzy wdzięczny uśmiech - Dziękuje.
Uśmiechnęłam się - Co ? Myślałeś, że mam zamiar pozwolić Ci oddzielić się do innego hotelu po tym jak pojechałeś za mną przez pół świata ? Nie wydaje mi się.

Pokój był ciekaw, jak reszta hotelu. Było łóżko, rozkładana kanapa, mała lodówka i telewizor. To było dobre na czas, który mieliśmy tu spędzić.
Justin postawił swoje torby w drzwiach i rozejrzał się po pokoju - Więc, w takim razie ty śpisz na kanapie.
Zaśmiałam się i rzuciłam swoje torby na środek podwójnego łóżka - Dobry żart, Bieber - nie odwróciłam się ale usłyszałam jego śmiech kiedy szłam sprawdzić łazienkę.

Poczułam zapach mydła kiedy Justin zawołał - Hej, chcesz iść teraz na obiad, masz czas ?
Wzruszyłam ramionami, choć nie mógł mnie zobaczyć - Oczywiście, powiedziałam, że będę miała, prawda ?
- Yep, powiedziałaś. Przygotuj się - zawołał.

Justin nawet nie wiedział by wziąć kurtkę, jak może wiedzieć gdzie pójść na obiad ? - Dokąd idziemy ?
Usłyszałam jego śmiech z wnętrza pokoju - Przejdziemy przez ten most kiedy się do niego dostaniemy. Po prostu się uszykuj.

Uśmiechnęłam się i zrobiłam tak jak powiedział. Wzięłam prysznic i przygotowałam się kiedy była kolej Justina na wzięcie prysznica. Ubrałam moje czarne jeansy i mój powiewny, fioletowy top z długimi rękawami. Nałożyłam delikatny makijaż i wysuszyłam włosy. Justin wziął swoje ubrania do łazienki i zmienił je tam.

Wrócił z powrotem i uśmiechnął się do mnie - Cóż, nie można wyglądać tak pięknie.
- Dlaczego, dziękuje. Teraz chodźmy jeść.

Justin podobno wykonał parę telefonów kiedy ja brałam prysznic i znalazł restaurację oraz zadzwonił po taksówkę. Jechaliśmy parę minut zanim dojechaliśmy do małego klubu, który wyglądał ciepło i wygodnie, dym z komina tańczył na zewnątrz w powietrzu i intensywne światła wychodziły z okien. Ludzie rozmawiali, śmiali się i jedli przez szybę. Zastanawiałam się jak Justin znalazł takie niesamowite miejsce przypadkowo.
Ale przypomniałam sobie, że stara się być perfekcjonistą. Nasze ręce muskały się o siebie kiedy szliśmy do środka to mały drobiazg, który stanął na czele mojego umysłu. Chciałam dosięgnąć i spleść nasze ręce, ale mój rozsądek powiedział by tego nie robić.

Weszliśmy do środka zapoznając się z dźwiękiem prowadzonych rozmów i lekceważących żartów. Uśmiechnęłam się przez niesamowite uczucia, które dawało to miejsce.
- Dla dwojga - Justin uśmiechnął się do kelnerki.
Skinęła głową patrząc z udawanym uśmiechem na zatapetowanej twarzy i poprowadziła nas w kierunku tyłów sali. Przyjęła nasze zamówienie na burgery i frytki i zostawiła nas samych. Uśmiechnęłam się do Justina

- To miejsce jest naprawdę miłe.
Uśmiechnął się do mnie z powrotem - Podoba Ci się ? Jest dość przypadkowe.
Popatrzyłam naokoło na roześmiane twarze - Myślę, że wszystkie uczucia sprawiają, że jest niesamowite. Jest takie jasne i ciepłe.
- Jak ty - powiedział.

Zmarszczyłam brwi i wstydliwy uśmiech uformował się na mojej twarzy - Nie jestem taka*.
Zaśmiał się - Jesteś bardzo. Przez cały ten czas jaki Cię znam...
- ...masz na myśli cały dzień i pół ?
- Nie dasz rady wytrzymać nawet pięciu minut bez uśmiechu albo śmiania się - dokończył, kompletnie ignorując to, że mu przerwałam.

Spojrzałam w dół kiedy rumieniec wkradł się na mój policzek - Myślę, że tak. Staram się być szczęśliwa, bo uważam smutek za bezużyteczne uczucie.
- Zgadzam się.

Ponownie rozejrzałam się wkoło i wygadałam się zanim pomyślałam - Mój brat pokochałby miejsce jak to.
- Masz brata ?
Chciałam zasłonić dłonią usta,ale to by tylko sprawiło, że zapytałby dlaczego nie chcę mówić o swojej rodzinie. Więc tylko skinęłam - Starszego brata.
- Podoba Ci się to, że masz starszego brata ? Nie wiem jak to jest bo ja jestem najstarszy.
Próbowałam utrzymać uśmiech na mojej twarzy kiedy mówiłam - Podobało - dobrze jest mieć zawsze kogoś koło siebie. Kto Cię ochroni.
Justin podniósł swoje brwi - Och, więc jest opiekuńczy. Co robił, gdy się dowiedział, że wybierasz się sama w podróż ?

To było najtrudniejsze pytanie, na jakie kiedykolwiek musiałam odpowiedzieć, wciąż się uśmiechałam kiedy mówiłam - Był zdenerwowany, ale dał spokój - pokręciłam głową by usunąć z głowy obraz łzawych oczu mojego brata.
Zanim Justin mógł zadać mi więcej trudnych pytań, kelnerka przyniosła nam jedzenie. Justin patrzył na kelnerkę kiedy ta kładła nasze jedzenie - Mogę dostać piwo ? - skinęła, a Justin odwrócił się w moją stronę - Też chcesz ?
Przygryzłam wargę i potrząsnęłam głową - Poproszę wodę - Tak rozpaczliwie chciałam piwo. Ale nie mogę mieszać alkoholu z lekami. Klenerka ponownie skinęła i wyszła.

- Czy to normalne by przez całe nasze bycie w restauracji nie powiedzieć słowa ? - Justin zachichotał.
Zaśmiałam się i zorientowałam, że kobieta nic nie powiedziała od kiedy weszliśmy- Wiesz jak mówią, lepiej dla wszystkich by myśleć, że jesteś głupi niż otwierać buzie i dawać im dowody na to, że mają rację.
Uśmiechnął się - Tak naprawdę nigdy o tym nie słyszałem.
- Mimo to, to jest dobre, prawda ?

Zaśmiał się i skinął głową. Dokończyliśmy obiad w komfortowej rozmowie, poznając się lepiej. Kiedy przyszedł czas by zapłacić, spostrzegłam, że nie chciałam by to się skończyło. Chciałam zostać w tym budynku na zawsze z Justinem, jedząc hamburgery i śmiejąc się.
- Chcesz iść na mały spacer zanim wrócimy z powrotem do hotelu ? - Justin zapytał kiedy zbliżaliśmy się do drzwi.

Skinęłam, chociaż będzie mi zimno, to na pewno będzie przyjemne. Wyszliśmy z restauracji i spacerowaliśmy po małym mieście, w którym byliśmy. Wydawało się dość ruchliwe, z ludźmi spacerującymi wkoło, rozmawiającymi i kupującymi. Wskazywaliśmy na okna, które podobają nam się najbardziej, jak mówiliśmy i śmialiśmy argumentując to z wielkim akcentem kiwi.

Justin nagle wskazał na mały park, przyozdobiony w grubą warstwę śniegu - Chcesz zrobić bałwana ?
Zachichotałam i skinęłam biegnąc w stronę parku. Usłyszałam śmiech Justina kiedy był za mną. Dotarliśmy do parku i zaczęłam robić dolną część. Justin poszedł w moje ślady i zaczął turlać środkową część.
- Och dalej, moja babcia może szybciej turlać niż ty ! - droczyłam się z nim kiedy prawie kończyłam kulać moją, a Justin nie był nawet blisko skończenia swojej.

Wstał i posłał mi piorunujące spojrzenie. Wystawiłam mu język - Dostaniesz za swoje. I tak rozpoczęła się walka na śnieżki. Oczywiście Justin wygrał.
Udało nam się skończyć bałwana po pół godzinnym turlaniu, z przerwą na walkę na śnieżki - To zabiera wieczność.

Justin się zaśmiał - Myślę, że jest skończony.
Zmarszczyłam na niego brwi - Nie ma głowy.
- Pozwolę sobie być innego zdania - powiedział kiedy poszedł naokoło i lekko przykucnął za bałwanem, kładąc głowę na szczycie. To była najbardziej zabawna rzecz jaką udało mi się zobaczyć od dłuższego czasu.

Wybuchnęłam śmiechem, ale udało mi się wydusić - Nie ruszaj się ! Nie ruszaj ! - wzięłam mój telefon i zrobiłam dwa zdjęcia.
Justin zachichotał - Ty też musisz mieć zdjęcie.

Patrzyłam co robi, ale nie musiałam kucać by umieścić głowę na szczycie. Zrobił zdjęcie chichotając. Uśmiechał się kiedy do mnie podszedł, moja głowa wciąż była na szczycie 'bałwana'. Jego uśmiech stał się delikatniejszy kiedy przybliżał się do mnie. Powiedział tak cicho jakby szeptał - Jesteś najsłodszym bałwanem jakiego kiedykolwiek widziałem, Sophia.

A potem pochylił się i mnie pocałował.
Mój brzuch wybuchł motylami, przez te parę sekund kiedy jego usta były na moich, uśmiech rozprzestrzenił się na mojej twarzy kiedy się odsunął.Otworzyłam oczy i zobaczyłam jak się do mnie uśmiecha.

Trzymaliśmy się za ręce w drodze do taksówki, ale nie pocałowaliśmy przez resztę wieczoru. Mimo to zachowaliśmy uśmiech, a ja tak strasznie chciałam go pocałować. Ale podobało mi się, że nie próbował znowu, bo to nie powinno było się zdarzyć.

Ten romans zakończy się w Nowej Zelandii, ale starałam się o tym nie myśleć, bo miałam zamiar się tym cieszyć zanim się skończy.

Przed spaniem wyciągnęłam moją listę i skreśliłam numer 65: Mieć pocałunek, który sprawi, że się po nim uśmiechniesz.

***
Okay, tak wiem że rozdział miał być do wtorku PRZEPRASZAM !

Bijemy brawa dla wspaniałej, najukochańszej, najcudowniejszej @Danger_Loverr ♥
Gdyby nie ona to rozdziały by nie było.
Beli aka The Best Friend Ever ♥
Kocham Cię ♥

No to do następnego ♥

P.S. Nie wiem kiedy będzie, lecz postaram się go dodać w następnym tygodniu.
Przepraszam że musicie tyle czekać na rozdziały ;(

Jeszcze raz dziękuję @Danger_loverr jesteś kochana ♥

P.S. JEŚLI CHCE BYĆ INFORMOWANI TO ZAPISUJCIE SIĘ DO ZAKŁADKI INFORMOWANI

♥ KOCHAM WAS ♥
@luvv_biebs

piątek, 5 lipca 2013

Rodział 2 (część 1)

Wsiadłam do samolotu, zapach jego siedzeń i rześkie powietrze stało się mi bardzo znajome przez ostatnie półtora miesiąca, było wszędzie. Doszłam do mojego miejsca i usiadłam, poczułam zmęczenie. Spodziewałam się go. Tak dużo ostatnio robiłam, to było naturalne że poczułam to na moim ciele. Jeszcze tylko miesiąc i już nie będę zmęczona.
Zamknęłam oczy i pomyślałam o Justinie. Boże on był piękny, jego osobowość i wygląd. Gdybym nie była w takich okolicznościach, była bym tam dla niego. Chcemy być razem po tak krótkim czasie.
Poczułam że za nim tęsknię, a raczej za tym co mogłoby być. Uśmiechnęłam się, choć spotkałam go przed końcem tego doświadczenia.
W mojej pamięci, bezczelnie przyglądałam się detalom jego twarzy. Sposób w jaki jego usta były wygięte, jak jego szczęka była ustawiona i nasze bliźniacze oczy. Przypomniałam sobie sposób w jaki się uśmiechał - słodkie. Jego głos 'Oh, przepraszam.'
Moje oczy się otworzyły. Jego głos. Rozglądałam się gorączkowo po samolocie. Mając nadzieję że to sobie wyobraziłam, to nie było  na prawdę. Moje myśli były zakręcone przez kilka sekund - czułam jakby to były godziny - szukałam za nim po pokładzie. Dopiero kiedy obróciłam się na siedzeniu zobaczyłam go. Przebrał się w  jeansy i sweter, wygodne ubrania lotnicze. Jego ręce były rozciągnięte nad głową kiedy położył swój bagaż do głównego schowka.
Po pierwsze moje serce zamarło na jego widok - rozradowanie. Ale w rzeczywistości kopnęłam go i chciałam go zabić. Nie mówiłam mu że potrzebuję zrobić to sama? Dlaczego miałby na to nalegać? Nie zrozumiał jak poważna byłam. To było zadanie w pojedynkę, ze wszystkich prawdziwych powodów.
- Justin! - syknęłam przez zaciśnięte zęby.
Jego głowa obróciła się w moim kierunku, najpierw z wielkim uśmiechem na twarzy, a gdy dostrzegł mój gniew, znikł. Wyglądał, dla mojej satysfakcji, bardzo przerażony.
- Idziesz tutaj - syknęłam.
Przygryzł wargę i podszedł do mnie.
- Hey Sophia.
Potrząsnęłam głową - Justin. Mówiłam Ci, nie możesz jechać. Mam swoje powody. Muszę zrobić to sama.
Justin westchnął - Sophia, zawsze chciałem jechać do New Zealand. Chcę żebyś to wiedziała. To jest doskonała okazja dla obu tych rzeczy.
Westchnęłam w frustracji - Tak, ale Justin, nie możesz jechać. Nie możesz wisieć nade mną. Nie możesz mnie poznać.
Wyrażenia Justina zaczęły dmuchać z frustracji. - Dlaczego do cholery nie, Sophia?
Zacisnęłam zęby. - Ponieważ! - zawołałam. Nie mogłam dać mu lepszego powodu niż ten. Nie było nic więcej co mogłam powiedzieć. Miałam swoje powody, ale on nie mógł ich poznać. Nie pozwolę mu ich poznać.
- No cóż, wybiorę się do New Zealand, bez względu na to co powiesz, ale to zależy od Ciebie czy nie będziemy spędzać czasu razem, dobrze? - Justin zapytał, najwidoczniej chciał zakończyć tą małą kłótnię.
Westchnęłam. - Nieważne. Nie siadaj obok mnie w samolocie.

Justin wywrócił oczami i wrócił na swoje miejsce. Skrzyżowałam ręce i prychnęłam. To był pierwszy raz w całej podróży kiedy nie czułam nic oprócz szczęścia, i od  czasu do czasu samotności. Justin zrujnował wszystko.

Nie zabrałam swojej rodziny zemną, nie zabrałam swoich najbliższych przyjaciół zemną, nie wzięłam nawet mojego pup, Pip*. Pip wykorzystywałam do podróżowania zemną do każdego kraju w którym byłam. Ale nigdy nie brałam nikogo, ponieważ oni są tylko uciążeniem. Uciążeniem które musiałabym nosić ze sobą w podróży. Musiałam zrobić to sama. Ale, Justin ciągle był wyznaczony do bycia moim nowym bagażem.

Westchnęłam i oparłam głowę na fotelu. Czy żałuję że nie spędzam z nim czasu, czy też żałuję spędzać z nim czas? To nie było pytanie żebym zrobiła coś więcej, tylko pytanie na logikę.

Stuardessa powiedziała nam że zaraz będziemy startować. Kiedy zrobili ich mały pokaz jak uciec z samolotu w sytuacji awaryjnej, mój umysł wciąż się zastanawiał i zastanawiał.

Samolot zaczął startować, moje dłonie mocno ściskały podłokietniki. Byłam na sześciu lub siedmiu samolotach przez ostanie półtora miesiąca, sama, a ja nadal byłam przerażona kiedy startuje. Nigdy szczerze nie wierzyłam że może być katastrofa samolotu, ale to były małe wątpliwości w mojej głowie.

Jak tylko samolot wyrównał lot, zamknęłam oczy i powoli zasnęłam biorąc moje obawy z dala.

Obudziłam się i sprawdziłam zegarek. Spałam tylko około dwie godziny, więc miałam sporo czasu. Podjęłam decyzję co do sytuacji z Justinem i modliłam się, że nie będę tego żałować.

Rozpięłam pas, i przeniosłam stopy aby ubrać moje grube skarpetki. Gdy już były założone, wstałam i ruszyłam swoją drogą, mijając śpiących ludzi jak jak. Światła w samolocie były wyłączone, aby pomóc ludziom którzy mają trudności ze spaniem z włączonym światłem, więc było trudno zobaczyć twarze i inne.

Moje oczy szybko dostosowały się do światła lub raczej jego braku i zobaczyłam blondyna którego szukałam, teraz ubranego w bluzę z kapturem z głową odchyloną do tyłu na fotelu, śpiącego. Uśmiechnęłam się na jego twarz. Jego usta były szeroko otwarte, a jego nos spłaszczał się co kilka sekund.

Wyciągnęłam rękę i popchnęłam go lekko w ramię. Wydawało się że wystarczyło aby jego powieki zatrzepotały a usta powoli zamykały.
- Sophia? - zapytał grubym sennym głosem.
Uśmiechnęłam się łagodnie - choć nie mógł tego zobaczyć - i powiedziałam.
- Yeah. Mogę z tobą porozmawiać? Tam jest wolne miejsce obok mojego.
Spojrzał na śpiącego starca obok niego i skinął głową. Moje miejsce będzie bardziej prywatne i miłe. Oboje łagodnie wyścieleni wróciliśmy na moje miejsce, bardziej z przodu pierwszego obszaru klasy.
Wzięłam moje miejsce obok okna, a Justin wziął jedno obok mnie, z brzegu. Miałam wygodnie przez dopasowany koc który stewardessa musi położyć na moich nogach i dopasować poduszkę za plecami. Kiedy wkońcu spojrzałam w górę, Justin patrzył na mnie wyczekująco.
Westchnęłam łagodnie i powiedziałam.
- Chcę spędzać z tobą czas. - Uśmiech lekko zaczął rosnąć na jego twarzy przez moje słowa. - Ale możemy spędzić tylko razem czas na dwie rzeczy. Po tym pójdziemy oddzielnymi drogami, okay?
Zamyślił się na chwilę zanim zapytał.
- Co jeśli nie chcesz iść oddzielnymi drogami?
Przygryzłam wargę. - Będę musiała nawet jeśli nie chcę. Nikt nie ma mi pomóc w tym wyzwaniu.
- Kto powiedział?
- Ja powiedziałam.
Osunął się na fotelu. - Dobrze, ale my musimy zrobić kilka rzeczy które ja muszę zrobić kiedy będziemy spędzać razem czas w New Zealand.
Zaśmiałam się i skinęłam głową. - Okay, zgoda.
Uśmiechnął się i wykrzyknął - TAK!
Stara kobieta po drugiej stronie pochyliła się i dramatycznie podniosła palec do swoich ust i głośno 'SHHHHHH!' do nas.

Zaśmiałam się cicho. - Justin, proponuję abyś był cicho zanim starsza pani pobije Cię na śmierć swoją laską.

Wypuścił lekki chichot. - Cały się trzęsę.

W zasadzie Justin i ja resztę lotu spędziliśmy na spaniu i przerwach i oglądaniu filmów an małym ekranie na przeciwko naszych siedzeń. Kiedy samolot zaczął lądować, moje nerwy kopnęły ponownie. Zapięłam pas, a moje ręce mocno zaciskały podłokietnik.

Moje działanie  niepozostały niezauważone. Justin szepnął. - Wszystko w porządku?

Skinęłam głową szybko. - Yeah, jest dobrze. Jestem po prostu trochę zdenerwowana przy stratach i lądowaniach.

On skinął ze zrozumieniem. - Nie latasz bardzo często, tak?

Wypuściłam drżący chichot. - Latam bardzo często,  faktycznie. Bardzo, bardzo często.

On wypuścił mały chichot. - Wtedy nie powinnaś być już do tego przyzwyczajona? Sophia masz dziwny charakter.

Wylądowaliśmy bezpiecznie i szybko przedostaliśmy się przez ochronę lotniska. Zbliżaliśmy się do wyjścia gdy zatrzymałam Justina.
- Może chcesz założyć swoją kurtkę albo coś.

Rozpięłam moją torbę i zaczęłam wyciągać moją niebieską kurtkę.

Spojrzał się na mnie dziwnie. - Kurtka?

Złączyłam brwi. - Tak, kurtka, wiesz, rzecz która zatrzymuje ciepło.

Wzruszył ramionami. - Mam tylko swoją bluzę z kapturem.

Stanęłam w połowie drugiego piętra. - Nie zabrałeś jakiejkolwiek kurtki?

Nagle walnął ręką w swoje czoło. - Pieprzyć wszystko!
zrobił kolisty ruch swoimi rękami. - Jestem sezon do tyłu. Cholera!

Przebiegłam ręką przez moje włosy i chichot uszedł z moich ust. - Tak jesteś teraz w środku zimy w New Zealand, bez kurtki. Masz zamiar zamarznąć po drodze do taksówki, i po drodze z taksówki do jakiegoś sklepu z ubraniami jaki znajdziemy.

- Nie mogę uwierzyć że coś takiego wyleciało mi z głowy. - Jego ręka ciągle znajdowała się na czole.

Zaśmiałam się jeszcze raz. - Mogę!  Prawdopodobnie spakowałeś się w pięć minut żeby zdążyć na samolot. - uśmiechnęłam się - Jest dobrze, pójdziemy kupić Ci jakąś. Żadna duża sprawa.

Westchnął wyraźnie wciąż zirytowany sobą. - W porządku, chodźmy.







    




***

pup, pip* - nie wiedziałam jak to przetłumaczyć więc zostawiłam tak.
PRZEPRASZAM ŻE TAK DŁUGO NIE DODAWAŁAM.
Teraz postaram się dodawać je częściej.
Jeśli możecie to zostawcie jakiś komentarz żebym wiedziała czy w ogóle ktoś czyta.
PRZEPRASZAM.
Następna część rozdziału pojawi się do wtorku.
Dziękuję, Kocham Was ♥
@luvv_biebs

czwartek, 27 czerwca 2013

PRZEPRASZAM PRZEPRASZAM !

PRZEPRASZAM 
ŻE TAK DŁUGO NIE DODAJE NOWEGO RODZIAŁU
POSTARAM SIĘ ZROBIĆ TO JAK NAJSZYBCIEJ !
MYŚLĘ ŻE KTOŚ CHOCIAŻ CZEKA NA NOWY.
MYŚLĘ ŻE NOWY BĘDZIE W PONIEDZIAŁEK LUB WTOREK ZROBIĘ TO JAK NAJSZYBCIEJ BĘDĘ TYLKO MOGŁA !
BARDZO PRZEPRASZAM !
KOCHAM WAS <3
@luvv_biebs

sobota, 15 czerwca 2013

Rozdział 1

Dzisiaj był numer osiemdziesiąt pięć, i byłam podekscytowana. To była jedna z najbardziej ekscytujących rzeczy na liście. Zobaczyć jednego z ulubionych artystów na koncercie. Kiedy pisałam listę, zdecydowałam że dowolny koncert będzie najbliższy  numerowi osiemdziesiąt cztery gdzie będę. Właśnie zaczęłam odwiedzać Nowy York aby zjeść hot doga od jednego ze sprzedawców na ulicy, najbliższym wykonawcą był Justin Bieber w New Jersey.

Widocznie mój czas był idealny, ponieważ to był jego ostatni dzień trasy na lato, i był to zdecydowanie jeden z moich ulubionych. Ale, ponieważ było to na ostatnią chwilę, musiałam zapłacić dużo pieniędzy, aby dostać przedni rząd i wejście za kulisy. To położyło mały ubytek w moich oszczędnościach na tą przygodę, ale nie na tyle duże aby mnie przed tym zatrzymało.

Jak tylko jadłam mojego hotdoga, pojechałam na lotnisko i zabukowałam pierwszy lot do New Jersey. Przyjechałam z wystarczającą ilością czasu żeby wypożyczyć samochód, i być na koncercie pół godziny wcześniej.

Wyskoczyłam z samochody z  torba podręczną na moim ramieniu, i zablokowałam drzwi, grupie ludzi idących do wyjścia. Czekałam w kolejce po dziesięciu minutach, słuchania ekscytujących się dziewcząt w połowie mojego wieku, wybuchały na samą myśl o zobaczeniu Justina Biebera na żywo na koncercie. Uśmiechałam się na ich beztroskie postawy,chciałam podążać ich śladem. To był cel mojej przygody, mimo wszystko, aby zapomnieć o wszystkim, i po prostu zrobić rzeczy które zawsze chciałm zrobić.

Ochrona z przody wzięła mój bilet, i popchnęła mnie do kobiety ze schowka, kiedy zobaczył że mam być  za kulisami. Była ona tego samego wzrostu co ja, ołówkową spódniczkę i stylowy przycisk na koszuli. Nie potrafię powiedzieć, jakiego koloru były jej włosy w słabym świetle na stadionie, próbowałam usłyszeć jej głos w trakcie wrzasków podekscytowanych dziewczyn wokól mnie. Po kilku sekundach próbowałam krzyczeć przez hałas, lecz ona po prostu się zaśmiała i pokazała na mnie abym za  nią poszła.

Skręciłyśmy przez tłum i zachowałam moje oczy na jej czarnych korkach, mając nadzieję że nie zgubię jej po drodze. Po kilku minutach tkania wokól ludzi, doszłyśmy do ogromniej bramy, strzeżonej przez ochroniarzy. Ona pokazała im swoją przepustkę, i powiedziała im że jestem z nią. Skinęli głowami i otworzyli drzwi pozwalają nam wejść.

Jak tylko drzwi trzasnęły za nami, zapadła kompletna cisza. To był tylko kontrast z woliumów zrobiony aby się tak czuć, ponieważ jeśli się przysłuchałam, mogłam usłyszeć dziewczyny krzyczące na zewnątrz, lecz było to stłumione.

Kobieta uśmiechnęła się do mnie i zaczęła mówić, jej głos odbijał się os ścian pustego holu w którym byłyśmy.
- Przepraszam - Zaśmiała się cicho. - Jestem Rose, menager za kulis. - wyciągnęła rękę.
Podałam ją grzecznie, uśmiech zlustriował jej łaskę na twarzy.
- To nie tak można coś z tym zrobić, nie trzeba przepraszać. Jestem Sophia.
Puściła moją rękę.
-Miło cie poznać, Spohia. - odwróciła się i zaczęła iść w dół holu.
-Chodźmy i rozmawiajmy. - Zatopiona wraz za nią a ona kontynuowała - Teraz, co chcesz zrobić, spotkać teraz szybko Justina, iść na swoje miejsce, a potem wrócić i zobaczyć go ponownie?

Nie odpowiedziałam, byłam zbyt zajęta obracaniem głowy i patrzeniem na wszystkie drzwi które mijałyśmy, widząc strój po stroju, osobę po osobie. Mogłabym pomóc ale kwestionując fakt że to wszystko było dla osiemnastoletniego chłopaka.

Pomimo mojego milczenia, Rose kontynuowała.
- Czy chcesz oglądać koncert ze skrzydła. Możesz zdecydować się na spotkanie z nim teraz, i zobaczyć się z nim po. Naprawdę to wszystko dla Ciebie.

Potrząsnęłam głową aby to wyczyścić. Musiałam przestać próbować wchłonąć każde doświadczenie, i żyć tym.
- Um, myślę że chcę go teraz spotkać, oglądać koncert ze skrzydła, i zobaczyć go po. - powiedziałam. - Jeśli tak jest okay.
Uśmiechnęła się - Dobry wybór. Więc dostanę się teraz do jego garderoby.

Dalej szłyśmy holem przez następne dwie lub trzy minuty, zanim Rose zatrzymała się drzwiami, cicho zapukała i powiedziała żartobliwym głosem.
- Jesteś przyzwoity?
Przytłumiony  z drugiej strony drzwi głos był głęboki, brzmiał trochę szorstko.
- Tak, Rose.
Zaśmiała się cicho przed ponownym mówieniem, w tym samym tonie.
-Przyzwoity dla nieznajomego?
To sprawiło, jak założyłam Justin Bieber zaśmiał się.
-Tak, Rose. Przyzwoity dla nieznajomego.
Ta flirtowna wymiana zdań sprawiła mi pytanie czy między nimi coś jest, co wydawało się być jasne, różnica wieku między nimi. Rose wypuściła wstydliwy chichot, który mniej lub bardziej potwierdził moje podejrzenia, i otworzyłam drzwi.

Pan Bieber był ubrany w białe obcisłe Jeansy, fioletową koszulkę i białą bluzę, ten strój był mi dobrze znany, widziałam to w jego reklamach w TV. Lekko się do mnie uśmiechną. Rose zaczęła mówić.
-To jest Sophia. Tylko ona ma dzisiaj miejsca za kulismi. Możecie się poznać zanim wyjdziesz na scenę.
Skinął jej mówiąc że zrozumiał.
- Cool, dziękuje Rose.
Uśmiechnęła się i zaczęła wychodzić za drzwi do wyjścia
- Nie ma problemu.

Drzwi zamknęły się i Justin zwrócił swoja uwagę na mnie. Był piękny, sposób w jaki jego szczęka była ustawiona, kolor jego włosów i prawie złote oczy. Podszedł i wystawił rękę.
- Hi, Jestem Justin.
Chwyciłam jego rękę i uśmiechnęłam się.
-Sophia. Ja wspomniano już wcześniej. - jego ręce były zrogowaciałe, znak prawdziwego muzyka. Ten mały fakt spowodował że zaczęłam myśleć o numerze dziewięćdziesiąt dwa z mojej listy 'Nauczyć się jak gra się na gitarze'

Uśmiechnął się i zapytał
- Jesteś podekscytowana dzisiejszym występem?
To pytanie zabrzmiało bardzo retorycznie, jakby mówił je miliony razy do różnych dziewczyn, które spotkał za kulismi, jakie prawdopodobnie miał.
Skinęłam głową.
- Bardzo. Była  na wielu koncertach, ale nigdy nie oglądałam ani jednego ze skrzydeł.
Jego brwi złączyły się razem, zagubione w moim komentarzu.
- Zdecydowałaś aby oglądać ze skrzydeł. O wiele lepszy widok otrzymasz z rzędu.
Wzruszyłam ramionami.
- Jak powiedziałam przedtem, Byłam na wielu koncertach. Oglądałam z bardzo daleka lub bardzo z bliska. Nigdy nie oglądałam ze skrzydeł. To będzie przeżycie.
Jego brwi przeniosły się z miejsca ich z zagubienia, do zaciekawienia.
- Ile z tych koncertów było moje?
Zaśmiałam się cicho, ponieważ byłam lekko zażenowana moją odpowiedzią.
- Przepraszam ale żaden. To jest mój pierwszy koncert Justina Biebera.
Uśmiechnął się i niemal z ulgą spojrzał na fakt że nie jestem wielkim, szalonym, fanem.
- Więc jakie były tamte koncerty?
Przygryzłam moja wargę starając się przypomnieć wszystkie z nich. Mój tata zabierał mnie na prawie wszystkie z nich, uczył mnie jego gustu muzycznego. Poczułam nagły przypływ smutku kiedy pomyślałam o moim ojcu, szybko wyrzuciłam wspomnienia. Punktem tej przygody miało być bycie szczęśliwym.
- Byłam na wielu koncertach Paula McCartneya, i na kilku Rolling Stones również. Na jednym albo dwóch Aretha Franklina.
Uniósł swoje brwi w zdziwieniu.
-Byłaś na nich z własnej woli?
Zaśmiałam się z niedowierzaniem.
- Mój tata zabierał mnie, w nadziei, że będę rozwijać ten sam gust muzyczny.
- I rozwinęłaś?
Przygryzłam wargę.
- W pewnym sensie. Jedyna muzyka którą mi pokazał i mi się naprawdę spodobała było The Beatles.
Uśmiechnął się.
- Jeśli nie lubisz The Beatles, nie masz złego smaku, po prostu nie masz w ogóle żadnego smaku w muzyce.
Zaśmiałam się z jego wypowiedzi.
- Na pewno.
Było to ciche pukanie w drzwi, z taką samą czułością, jaką Rose użyła podczas pukania. Zastanawiałam się dlaczego wszyscy pukają tak cicho. Czy to dlatego że bali się mu przeszkodzić w tym co może robić. To pukanie doszło do mnie jak strach.
- Wchodź. - powiedział Justin.
Mężczyzna który był po dwudziestce, przy okazji jego włosy były ułożone i jego jeansy przylegały do jego nóg, otworzył drzwi i powiedział.
- Pięć minut do pokazania czasu Justin.
Uświadomiłam sobie że on też trzymał kartę, zastanawiało mnie ile osób faktycznie pracowało na jednym z tych koncertów.
Westchnęłam w głowie, zastanawiając się. To było takie jak zaczęłam moją małą przygodę.To tak jakby mój mózg chciał wcisnąć każdą informację.
Justin musiał błędnie zinterpretować moje westchnięcie i szybko powiedział.
- Nie martw się, po koncercie też będziemy mieli odpoczynek.
Uśmiechnęłam się na jego założenie. Ze już się do niego tak przywiązałam i myślałam o końcu naszej rozmowy i westchnęłam. Wiedziałam że on nie pomyśli o tym arogancko, po za tym co on może wiedzieć o tym co się dzieje w mojej głowie. Zdecydowałam się zagrać razem. Ze znajomym uśmiechem zapytałam.
- Obiecujesz?
Uśmiech który rozprzestrzenił się na jego twarzy był szczery. Był szczęśliwy że chciałam z nim więcej rozmawiać. Mój uśmiech odzwierciedla jego, byłam szczęśliwa ze on był szczęśliwy. On miał urok a my byliśmy zatrzaśnięci.
- Obiecuję. - on powiedział, uśmiech cały czas był na jego twarzy, pokazując jego wszytskie perłowo białe zęby. Podszedł i otworzył dla mnie drzwi. Kto powiedział że rycerskość umarła?
My dalej szliśmy długim korytarzem, głośny szum zsynchronizowanych krzyków staje się coraz głośniejszy. Mogłam praktycznie poczuć wszystkie emocje przechodzące prze moje ciało. Spojrzałam na twarz Justina, miał wyraz taki którego nigdy nie wiedziałam. Był on mieszanką szoku i emocji.
- co czujesz w tej chwili? - Krzycząc nieco ponad hałas. To było przypadkowe i raczej osobiste pytanie. Ale przestałam się obawiać o to co mówię jakieś trzy miesiące temu.
Nagle się uśmiechnął i zaczął podskakiwać w miejscu. Odwrócił się do mnie i powiedział.
- Adrenalinę. - po tym pobiegł na scenę.
Krzyki stały się nieprawdopodobnie głośniejsze kiedy dziewczyny pokazały ich nieśmiertelną miłość.
Oglądałam ze skrzydeł kiedy on latał po scenie, śpiewał jego sercem i grał na co najmniej czterech różnych instrumentach. Poruszał się jakby był tam urodzony, i musiał wystąpić z jego całego serca aby tam pozostać.
Gdzieś w środku tego całego szaleństwa, wyciągnęłam listę z mojej kieszeni. Delikatnie rozłożyłam podarty papier, nie chcąc stracić kawałka bez taśmy klejącej. Uśmiechnęłam się do zużytego pergaminu, gdy zdałam sobie sprawę jak wiele rzeczy zrobiłam odkąd opuściłam dom półtora miesiąca temu. Miałam osiem do końca. Miałam miesiąc do końca. To było idealne.
Mogę to zrobić z łatwością z czasem jaki miałam.
Wyciągnęłam długopis z mojej kieszeni i skreśliłam numer osiemdziesiąt pięć, z uśmiechem na twarzy. Jak tylko skończyłam włożyłam to z powrotem do mojej kieszeni, nie chcąc nawet myśleć o uracie tego.
Justin skończył jego ostania piosenkę i podszedł do skrzydeł, posłał całusy i pomachał z uwielbieniem do jego fanów. Uśmiechnął się uprzejmie kiedy jego oczy spotkały się z moimi.
- Jak Ci się podoba?
Uśmiechnęłam się.
- To było wspaniałe. Jesteś naprawdę dobry w tym co robisz.
Jego uśmiech się poszerzył.
-dziękuję. Wracajmy do garderoby zanim ludzie zaczną pytać mnie o rzeczy.
Poszłam za nim korytarzem.
- Jakie rzeczy?
Wzruszył ramionami z małym uśmieszkiem.
- Prysznic, pakowanie, wiesz, rzeczy które muszę robić.
Wypuściłam z siebie śmiech mając nadzieję że to żart. To znaczy mam nadzieję, że nikt nie miał mu powiedzieć aby wziął prysznic. Dotarliśmy do drzwi i otworzył je dla mnie po raz kolejny, nie był zmuszony do rycerskości, to było normalne.
Opadłam na kanapie po jednej stronie pokoju, a Justin usiadł na stole po przeciwnej stronie. To była niezręczna cisza przez kilka sekund kiedy Justin zaczął mówić.
- Jesteś naprawdę piękna, wiesz?
Uśmiechnęłam się na jego ofensywność.
- Ludzie zwykle nie mówią co myślą, wiesz?
- Ale ty tak - wezwał świadomie - Po prostu pytasz co masz na myśli bez strachu.
- I co?
- I to jest interesujące.
Wzruszyłam ramionami.
- Dlaczego tracić czas na obawianie się o to co ludzie pomyślą? Dlaczego zadawać  pytania chodzące po głowie, jeśli ktoś nie jest w stanie na nie odpowiedzieć?
Uśmiechnął się.
- Zgadam się. - ja odpowiedziałam tylko uśmiechem. On zaczął mówić dalej. - jak długo tu będziesz?
Cholera, to przypomniało mi że miałam samolot. Przygryzłam wargę.
- Godzinę.
Uniósł brwi pytająco.
- Dlaczego tak krótko?
- Mam kilka rzeczy do zrobienia. - uśmiechnęłam się.
- Jakich rzeczy?
- Osiem rzeczy.
Skrzywił się.
- Naprawdę chcę zabrać Cie na kolację czy coś.
Uśmiechnęłam się przepraszająco.
- Ja naprawdę muszę zrobić te osiem rzeczy.
Uniósł swoje brwi.
- To brzmi jak wymówka na to że nie chcesz ze mną iść.
Zaśmiałam się na jego oskarżenie.
- Ja nie kłamię, przysięgam. Poszłabym z Tobą na kolację, jeśli nie musiałabym robić tych rzeczy.
Milczał przez kilka sekund, zanim uśmiech wkradł się na jego twarz.
- Mogę Ci pomóc z tymi ośmioma rzeczami?
Zamrugałam.
- Nie znam Cię.
- Ale mogłabyś, jeśli pozwolisz mi pomóc z tymi rzeczami. - Powiedział, figlarny uśmiech wszedł na jego twarz, podszedł bliżej.
- Nie możesz mi pomóc z tymi rzeczami. - powiedziałam surowo. Nikt nie może mi pomóc.
Usiadł na kanapie obok mnie.
- Dlaczego nie? Jeśli to nie jest tylko wymówka to dlaczego nie?
Westchnęłam jak myślałam z normalnego powodu. Ponieważ nikt nie ma mi pomóc. To jest samotna podróż z tak wielu powodów. Nie możesz mi pomóc z wielu powodów.
- Ponieważ pierwsza jest w Nowej Zelandii.
Zwęził swoje oczy.
- Nie wierzę Ci.
- No cóż nie jesteś pierwszy. Bardziej, kolejny.
Potrząsnął głową z uśmiechem.
- Nie wierzę Ci.
Wzruszyłam ramionami.
- Dla mnie to naprawdę nie ma znaczenia czy mi wierzysz czy nie. W każdym razie nie masz żadnego powodu aby mi wierzyć.
Przygryzł swoją wargę.
- Gdzie jest twój bilet na samolot?
Wywróciłam oczami,  ale nie mogłam się uśmiechnąć. Przewracałam w mojej ciemnej torebce, aż moje palce napotkały kawałek papieru. Wyciągnęłam go i podałam mu triumfalnie.
- Proszę bardzo.
Złapał kawałek papieru i uważnie się mu przyjrzał.
- Dobra, wierzę Ci.
- To dobrze. - Uśmiechnęłam się.
Siedzieliśmy w cisy przez kilka sekund, obydwoje próbowaliśmy coś powiedzieć. Przerwałam ciszę i jedno pytanie pojawiło się w mojej głowie.
- Czyli nie umawiasz się z panią Rose?
Justin szybko uniósł swoje brwi w zdziwieniu i otworzył usta.
- Ona ma ze sto lat.
Położyłam rękę na twarzy aby stłumić mój śmiech.
- Gorzej, Justin! Ona jest jak w latach dwudziestych, czy nawet starsza!
Jego twarz wykrzywiła się z obrzydzeniem.
- To jak pytanie czy umawiam się z jedną z przyjaciółek mojej mamy.
Mój uśmiech wykręcił się w jeden z zabawnych. Sposób w jaki patrzył kiedy był czymś zdenerwowany, był godny podziwu. Jego brwi złączyły się po środku, tworząc kilka małych kresek na jego czole, że chciałam podejść i je wygładzić, to rozbawienie powoduje że chce pozostać tam na zawsze.
- To nie jest odpowiedź na moje pytanie.
- Nie! - odpowiedział szybko. - Nie umawiam się z panią Rose. Ona jest jednym z menagerów scenicznych. Dlaczego  tak pomyślałaś?
Mój uśmiech nieco opadł kiedy zdałam sobie sprawę że był nieświadomy.
- Ona bardzo z tobą flirtowała. To było zabawne.
Zaśmiał się. - nie nie było - wywróciłam oczami na jego łatwą odpowiedź. On zaczął się ponownie śmiać.
- Nie wywracaj na mnie oczami.
- Będę nimi wywracała kiedy będę chciała. - odpowiedziałam z lekkim uśmiechem.
Patrzył prosto na mnie kiedy jego twarz się zdumiała. - Hej - powiedział cicho, jakby powiedział głośniej mogłoby coś przerwać. - mamy dopasowane oczy.
Zanim mogłam spojrzeć w jego oczy aby zobaczyć czy są naprawdę doapasowane do moich, on pociągnął m nie do lustra, po drugiej stronie pokoju. Światła świeciły z góry i boków lustra, sprawiając że oświecały nasze oczy.
To była prawda, obydwoje mamy tak samo brązowe oczy, są one prawie złote, uśmiechnęłam się kiedy spojrzałam na niego, i poczułam dziwne poczucie swobody. Patrzyłam w przód i w tył porównując je. Były jaśniejsze od moich, gdyż miały kontrast z moimi długimi lokami, przeciwnie do jego blond. Jakoś poczułam że na nim wyglądają one lepiej. Uśmiechnęłam się i powiedziałam cicho.
- One wyglądają lepiej na tobie.
Zaśmiał się i odwrócił, wyciągając rękę aby dotknąć mojego policzka. - Nie ma mowy.
Uśmiech pozostał na mojej twarzy, ale powiedziałam. - Naprawdę muszę iść. Muszę złapać samolot.
Jego uśmiech zrobił się smutny, i moje serce zamarło. - dobrze.
Wzięłam głęboki oddech i go wypuściłam.
- Naprawdę chciałbym Cię poznać, Sophia.
Moja twarz zlustrowała jego i powiedziałam - Ja też Justin, ja też.

--------
jksabcsakbca *--*
Mamy pierwszy rozdział ;) Jak się wam podoba?
Jeśli macie jakieś zastrzeżenia do tłumaczenia to napiszcie w komentarzu ;)
To jest pierwszy tekst który tłumaczę ;)
Bardzo zależy mi na waszej opinii ;)
A jeśli wam się spodobało i chcecie być informowani to zostawcie swoją nazwę w zakładce 
'Informowani' 
@luvv_biebs

czwartek, 13 czerwca 2013

Wstęp

Sophia Linde poświeciła swoje wakacje do wypełnienia listy 100 rzeczy które czyje że musi zrobić. Nie robiąc tych rzeczy, jej życie nie byłoby wypełnione. Dla niej, jest to wyzwanie.

Ale dal niego, jest to szansa aby poznać piękną dziewczynę.

W zrobionych dziewięćdziesięciu dwóch zadaniach, i ośmiu do wykonania, Sophia podnosi troche niechcianego bagażu o nawie Justin Bieber.

Ale Sophia ma sekret, powód dla samotnego latania. Czy może ona wstrząsnąć Justinem zanim się dowie?

-----

Jak się podoba wstęp?
@luvv_biebs
Piszcie jeśli macie zastrzeżenia do tłumaczenia.
Chcę to robić dobrze ;)